Pozycja   Klub   Punkty
1Lechia GdańskLechia Gdańsk Lechia Gdańsk 665
Pełna Tabela - zobacz więcej...
Premiumliga.pl - to społeczność Kibiców piłki nożnej.
Jeśli masz telefon w sieci Orange to zarejestruj się i dołącz do społeczności Kibiców Lechii Gdańsk.

Odwiedź także oficjalny serwis klubowy
< >

Dołącz

Wybierz STARTER
Swojego Klubu

Oferta

Zaprenumeruj Newsletter!

Prosto na Twoją skrzynkę!

Dołącz do nas!

Dokonaj Transferu Roku! Dołącz do nas.

Posiadasz numer w sieci Orange?
Zarejestruj się!

Lechia: A na Legii znowu...

18.09

2009
Po ubiegło tygodniowej, minimalnej porażce Biało-zielonych z Mistrzem Polski - Wisłą Kraków, w gdańskim obozie panował spory optymizm przed spotkaniem w Warszawie, z Legią. Zawodnicy, który byli świadomi tego jak niebezpieczna, pomimo nie najlepszego początku sezonu, jest Legia, zgodnie podkreślali, że jadą na Łazienkowską, aby zdobyć tam punkty.
 
 

Pierwsze dwadzieścia minut meczu, było jak najbardziej potwierdzeniem tych słów. Lechiści zagrali odważnie, dużym pressingiem, co jak powiedział w przerwie Maciej Iwański, bardzo zaskoczyło „wojskowych". Co prawda już w pierwszej minucie, zrobiło się groźnie pod bramką strzeżoną przez Mateusza Bąka, jednak przez kolejne dwadzieścia minut spotkania to Biało-zieloni dyktowali swoje warunki. Wszystko się układało się dobrze aż do feralnej 21 min. spotkania...

 

...kiedy to lewą stroną szarżę przeprowadził Maciej Iwański, który w dość łatwy sposób ograł Jacka Manuszewskiego i przy biernej postawie Krzysztofa Bąka oraz bramkarza Biało-zielonych dograł piłkę wprost na nogę Takesura Chinyamy, któremu już tylko pozostało dostawienie nogi, aby gol stał się faktem.

 

 


 

Od tego momentu gra Biało-zielonych zupełnie nie przypominała tej, którą Lechiści zaprezentowali w pierwszych dwudziestu minutach spotkania na Łazienkowskiej. Zdobyta bramka zdecydowanie dodała Warszawiakom skrzydeł, a z minuty na minutę coraz groźniej robiło się pod bramką Mateusza Bąka.

 

Po wznowieniu gry, sytuacja na boisku nie uległa zmianie. Akcje Legionistów nabierały coraz większego tępa a Biało-zieloni zdecydowali nie mogli się w tej sytuacji odnaleźć. W 55 min. spotkania po raz kolejny dobrym wejściem w pole karne popisał się Maciej Iwański, który dograł do wchodzącego zza pleców Miroslava Radovicia, a ten wyprzedził Mateusza Bąka i skierował piłkę do siatki.

 

 


 

Po stracie drugiego gola, z Lechii było widać wyraźnie, że uszło powietrze. Biało-zieloni nie mieli pomysłu na rozgrywanie akcji, a długie piłki na Ivansa Lukjanovsa, który był kryty przez rosłego Diksona Choto, mijały się z celem. Gry nie odmieniły także zmiany dokonane przez Tomasz Kafarskiego. O ile jeszcze Maciej Kowalczyk próbował „szarpać grę" to Jakub Zabłocki praktycznie cały czas był łapany na pozycji spalonej.

 

Gdyby nie brak skuteczności i duże nie zrozumienie pomiędzy Chinyamą a Radoviciem, Legia z pewnością wygrałaby wyżej. Bramki, pomimo kilku dogodnych okazji, nie zdobył także, przymierzany latem do gry w Lechii - Marcin Mięciel.

 

 


 

 

Zdecydowanie było to najsłabsze spotkanie Lechii z dotychczasowych. Spotkanie to przypominało bardziej ubiegło sezonową potyczkę, na Ł3 (kiedy to Biało-zieloni przegrali 3-0 a jedyny strzał został oddany w 89 min. przez Andrzeja Rybskiego) niż spotkania m.in. z Cracovią, Polonią Warszawa czy chociażby z Wisłą.

 

Na zwycięstwo przy Łazienkowskiej będzie trzeba jeszcze poczekać, choć od ostatniego minęło już sporo czasu (ostatnie wygrane spotkanie miało miejsce w 1961 r.), jednak teraz najważniejsze jest wyeliminowanie błędów i poprawa gry, tak, aby spotkaniem z Zagłębiem Lubin zakończyć serie porażek...